Dokąd zmierza polska branża fitness?

Jeszcze kilka lat temu polską branżę fitness opisywały nazwiska właścicieli. Teraz opisują ją struktury kapitałowe. Jeszcze niedawno klub był wizją konkretnej osoby. Teraz jest elementem portfela inwestycyjnego.

Kiedy myślę dziś o polskiej branży fitness, do głowy przychodzą mi trzy hasła: konsolidacja, centralizacja, kupno–sprzedaż. Coraz mniej podmiotów działa niezależnie, coraz więcej funkcjonuje w ramach większych struktur. Klub przestaje być autorskim projektem. Staje się elementem systemu.

Powtarzalność i przewidywalność kluczem do sukcesu?


Jeszcze kilkanaście lat temu kluby przypominały małe, osiedlowe sklepiki. Każdy miał swoją duszę, swój charakter, oferował inne produkty, inne doświadczenia, inne podejście. Dziś wiele miejsc wchłoniętych przez operatorów wygląda tak samo. Powtarzalne i przewidywalne procedury, ta sama oferta, ta sama komunikacja. Ciężko nie odnieść wrażenia, że wszystko już gdzieś było. Nijakość i standaryzacja stały się normą. A najbardziej aktualnym pytaniem w polskiej branży fitness staje się pytanie „Który operator kupi mój klub?” Może za chwilę też „Który operator kupi moje studio?”

Co ta zmiana oznacza dla jakości doświadczenia klubowicza, dla roli menedżera, dla pozycji trenera? Czy centralizacja wzmacnia standard, czy prowadzi do uśrednienia? Czy w tym systemie jest miejsce na różnorodność czy kalka ma najbardziej świetlaną przyszłość? Ciekawa jestem, dokąd zmierzamy.

Pozdrawiam, Dorota Warowna, wydawca serwisu

Przeczytaj też A fitness to w ogóle biznes?

Podobne wpisy