Klub fitness czy showroom technologii?
Odbyłam właśnie bardzo inspirującą rozmowę z człowiekiem, który jest w branży fitness od kiedy pamiętam. I oboje mieliśmy tę samą refleksję: w pogoni za nowoczesnością coś nam się wymknęło z rąk.
Showroomy technologii
Zrobiliśmy z klubów fitness showroomy technologii. Licytujemy się na linie maszyn, aplikacje, integracje, ekrany, metryki, biofeedback. Prezentacje sprzedażowe brzmią jak konferencje technologiczne. A przecież to nigdy nie o to chodziło.
Klub fitness nie powstał po to, żeby eksponować sprzęt. Powstał po to, żeby ludzie czuli się mniej samotni w swoim wysiłku. Żeby ktoś zmotywował ich do regularnego treningu i nadał mu kształt, skorygował ich ruch, zauważył progres albo spadek formy. Żeby trener był przewodnikiem, a nie operatorem maszyny.
Problem retencji sam się nie rozwiąże
Dziś coraz częściej zachowujemy się tak, jakby wystarczyło postawić droższy park maszynowy i problem retencji sam się rozwiąże. Nie rozwiąże się. Bo ludzie nie odchodzą z klubów dlatego, że brakuje im kolejnego ekranu. Odchodzą wtedy, gdy przestają widzieć postępy, sens wysiłku. Kiedy nie ma nawet z kim o tym porozmawiać.
Technologia jest narzędziem – świetnym, potrzebnym, czasem przełomowym. Ale jeśli zaczyna zastępować rozmowę, uważność i realną obecność trenera, to nie jest postęp. To jest iluzja, może nawet dla wielu wygodna.
Sercem klubu fitness zawsze byli ludzie. Społeczność i trenerzy. Jeśli o tym zapomnimy, będziemy mieli piękne, nowoczesne przestrzenie, tylko puste.
I może właśnie to jest pytanie, które dziś powinniśmy sobie w branży zadać: czy budujemy miejsca do ćwiczeń, czy miejsca, do których chce się wracać?
P.S. Zdjęcie z miejsca, do którego wracałam dla społeczności i trenerów właśnie.
Pozdrawiam, Dorota Warowna, wydawca serwisu
Przeczytaj też Fitness jako dodatek
