Longevity a rzeczywistość
Zwłaszcza na LinkedIn longevity pojawia się dziś bardzo często. Konferencje, raporty, strategie, biohacking, healthspan. Longevity brzmi nowocześnie, globalnie, inteligentnie. Tylko że im dłużej to obserwuję, tym bardziej mam wrażenie, że ten język zaczyna odklejać się od rzeczywistości, w której żyje większości ludzi.
Bo większość z nas nie żyje w świecie keynote’ów, laboratoriów i optymalizacji biomarkerów. Żyje w świecie zmęczenia, siedzącej pracy, braku czasu, kredytów i odkładania zdrowia „na później”.
Rzeczy banalne
I tam longevity nie zaczyna się od suplementów ani zaawansowanych protokołów. Zaczyna się od rzeczy banalnych i właśnie dlatego tak trudnych. Powinny paść pytania: czy śpisz dobrze? czy ruszasz się wystarczająco dużo i regularnie? czy jesz w miarę normalnie (zdrowo)? A przede wszystkim: czy masz w ogóle kontakt ze swoim ciałem?
Codzienność
Największy problem nie polega na tym, że wiemy za mało o długowieczności.
Problem polega na tym, że wciąż za mało osób potrafi przełożyć ją na codzienność. Bo zanim zaczniemy mówić o wydłużaniu życia, powinniśmy uczciwie zapytać: ile osób naprawdę wie, jak tego życia nie skracać?
Edukacja
I tu wracamy do miejsca, o którym rzadko się mówi w kontekście longevity. Do edukacji. Nie tej akademickiej, nie tej angielskojęzycznej, nie tej dla branżowych insiderów. Tylko tej podstawowej – cierpliwej, powtarzalnej, czasem nudnej, ale realnej. Takiej, która zaczyna się dużo wcześniej niż „optymalizacja człowieka”.
Może więc problem nie leży w tym, że longevity jest trendem, tylko w tym, że edukacja zdrowotna nadal nim nie jest. Tak sobie myślę po porannej lekturze wpisów w social mediach. Życzę nam wszystkim dobrego, normalnego dnia, podczas którego znajdziemy czas na życie.
Autor: Dorota Warowna, wydawca fitnessmedia.pl
