Profilaktyka zdrowotna jako towar eksportowy
Mało rzeczy potrafi mnie zdziwić lub zbić z tropu. Ale tytuł jednego z materiałów w newsletterze, które dostaję codziennie, wywołał silne emocje. „Profilaktyka zdrowotna jako towar eksportowy naszego kraju w czasie polskiej prezydencji w Radzie Unii Europejskiej” – brzmiał ów tytuł.
Zaczęłam się zastanawiać, czy żyję w alternatywnej rzeczywistości i coś mi umknęło, ale chyba jednak nie.
Przez towar eksportowy rozumiem produkt/ usługę, która świetnie funkcjonuje na danym rynku i dlatego warto podzielić się nią ze światem, tymczasem „[…] widzimy ogromne różnice w Unii Europejskiej, jeśli chodzi o wydatki na medycynę prewencyjną. Austria przeznacza na te cele 1,5 proc. PKB, a Polska – 0,14 proc. (…). Tylko 14 krajów wydaje na ten cel powyżej 100 euro na mieszkańca” – poinformował na poświęconej priorytetom zdrowotnym Polski w czasie rozpoczynającej się w styczniu prezydencji naszego kraju w Radzie Unii Europejskiej konferencji Rektor Warszawskiego Uniwersytetu prof. Rafał Krenke.
Muszę przyznać, że mamy fantazję. Moja babcia określiłaby ją nawet mianem ułańskiej.
Przeczytaj też Fitness jako dodatek
