Fitness jako dodatek
Pamiętam rozmowę z klientem sprzed kilku lat. Dotyczyła polskiej branży fitness i jej miejsca na rynku. To było na tyle dawno, że mieliśmy na polskim rynku „tylko” jednego liczącego się pośrednika kart sportowych. Powiedział mi wtedy, że to kwestia czasu, jak branża fitness zostanie wchłonięta przez branżę ubezpieczeń zdrowotnych.
Abonament lub dostęp do klubu będzie dodatkiem, elementem profilaktyki zdrowotnej, bonusem dla klienta towarzystwa ubezpieczeniowego lub oferenta abonamentów medycznych. Będziemy częścią większego systemu
– powiedział wizjonersko.
Generalnie niezła wizja dla branży, która wyszła z garażu, ale niestety wciąż myśli i komunikuje kategoriami garażowymi, co nie pomaga w zdobywaniu nowych klientów, w tym tych 50+.
Poczekamy (na fitness), zobaczymy
Od lat poruszamy się w zaklętym kręgu 8% społeczeństwa, które ćwiczy w klubach fitness. Tymczasem w innych krajach europejskich jest to nawet ponad 20% (kraje nordyckie). Swoją drogą to ciekawa korelacja, bo w kontekście tych państw mówi się także o najlepszej opiece zdrowotnej.
Poczekamy, zobaczymy. Jeden z graczy na rynku wywodzi się z branży medycznej i oferuje abonamenty medyczne. Z kolei akcjonariuszami drugiego z ważnych graczy są towarzystwa ubezpieczeniowe, więc chyba rozmowa sprzed lat nabiera mocy.
Pozdrawiam.
Dorota Warowna, wydawca serwisu
Fot. George Pagan III/ Unsplash
Przeczytaj też Omni Fitness & Spa: Oaza wellnessu w środku miejskiej dżungli
