A fitness to w ogóle biznes?
„A fitness to w ogóle biznes?” Takie pytanie zadał mi kilka lat temu patrząc na okładkę magazynu, który wydawałam, concierge w hotelu. W pytaniu wyczułam nutę lekceważenia i oczywiście wdałam się w dyskusję. Okazało się, że postrzega naszą branżę jako mało poważną. No bo czym w jego oczach był fitness? „Podskakiwaniem przy muzyce i pakerką.” Ciężko dyskutować, jeśli postaraliśmy się o taki wizerunek.
Czy branża fitness zmieści się w uchyloną furtkę?
Od tamtej pory trochę się zmieniło. Raporty roczne gigantów naszej branży pokazują też, że fitness zdecydowanie może być biznesem, jeśli znajdzie się sposób na jego sprzedaż. Poza tym poprawił się klimat dla otwarcia na nasze usługi. Nowe słowa w korporacyjnym słowniku, takie jak wellness, wellbeing, dobrostan, longevity uchyliły furtkę dla aktywności fizycznej. Czy w tę furtkę zmieści się jednak nasza branża? Wbrew pozorom jest to przejście na nieco inny poziom, który wymaga od branży dużej elastyczności, konsekwencji i odpowiedniej komunikacji. Nie chciałabym, żeby zabrakło nas przy stole, przy którym mówi się o zdrowej przyszłości Polaków. Nie chciałabym, żeby wciąż patrzono na nas z przymrużonym okiem.
Przeczytaj też Fitness jako dodatek
Pozdrawiam. Dorota Warowna, wydawca serwisu
