Siedzący tryb życia Polaków jako wyzwanie i szansa
Ponad połowa pracujących Polaków spędza w pracy od 3 do 9 godzin dziennie w pozycji siedzącej. Co więcej, 56 proc. deklaruje, że podobną ilość czasu spędza w ten sposób także po pracy – wynika z danych programu MultiSport. Skala zjawiska sprawia, że siedzący tryb życia przestaje być wyłącznie problemem zdrowotnym. Staje się jednym z kluczowych kontekstów rozwoju rynku fitness.
Dane, które zmieniają perspektywę
Z punktu widzenia branży istotne jest nie tylko to, ile czasu spędzamy siedząc, ale jakie są tego konsekwencje. Z eksperymentalnego badania wśród pracowników administracyjnych wynika, że w walce z efektami siedzącego trybu pracy pomocna jest aktywność fizyczna, jednak systematyczna a nie incydentalna.
Tylko wtedy mamy szansę na wzmacnianie mięśni i układu krążenia, a więc na działanie profilaktyczne, a nie rehabilitacyjne
– mówi dr hab. Dorota Molek-Winiarska, prof. Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu.
To rozróżnienie ma bezpośrednie znaczenie biznesowe. Jednorazowa aktywność nie rozwiązuje problemu. Potrzebna jest regularność, a więc model, który klub może realnie zapewnić.
Od badań Morrisa do współczesnych biur
Związek między siedzącym trybem pracy a zdrowiem nie jest nowym odkryciem. Już w latach 40. i 50. XX wieku brytyjski epidemiolog Jeremy N. Morris wykazał, że kierowcy autobusów – pracujący w pozycji siedzącej – znacznie częściej chorowali na chorobę wieńcową niż konduktorzy, którzy byli w ciągłym ruchu.
Badanie to stało się jednym z fundamentów współczesnej wiedzy o wpływie aktywności fizycznej na zdrowie.
Badanie J. Morrisa i innych było przełomowe, gdyż pokazało, że długotrwałe siedzenie w pracy jest poważnym czynnikiem ryzyka chorób układu krążenia i nie tylko. Dalsze badania prowadzone na polu medycyny i epidemiologii udowodniły, że siedzący tryb pracy prowadzi także do zwolnienia pracy serca, co może zwiększyć ryzyko powstania zakrzepów. Przyczynia się także do nieprawidłowości w wydzielaniu glukozy oraz zwiększa ryzyko wydzielania „złego cholesterolu”. To badanie pokazało też, że poziom aktywności fizycznej jest determinantem wielu chorób i że samo długotrwałe siedzenie w pracy jako czynnik ryzyka wymaga zamierzonego ograniczania
– podkreśla prof. Dorota Molek-Winiarska.
Dziś, w realiach pracy biurowej, wnioski pozostają aktualne – zmieniła się jedynie skala zjawiska.
Siedzenie jako realny czynnik ryzyka zdrowotnego
Konsekwencje długotrwałego siedzenia są wielowymiarowe. Obejmują zarówno układ krążenia, jak i układ ruchu. Dane ZUS pokazują, że choroby układu mięśniowo-szkieletowego odpowiadają za 17,5 proc. zwolnień lekarskich w Polsce, a choroby układu krążenia za 4,2 proc. W obu przypadkach brak ruchu i praca w wymuszonej pozycji są jednymi z istotnych czynników ryzyka.
Siedzenie jest naturalną częścią naszego życia, jednak problem pojawia się, gdy robimy to zbyt długo bez przerwy, jednocześnie nie dbając o regularną aktywność fizyczną. Podczas wielogodzinnego siedzenia zmniejsza się przepływ krwi w naczyniach nóg, co może objawiać się bólem, skurczami czy drętwieniem. Jednocześnie zwiększa się obciążenie kręgosłupa lędźwiowego o około 30% w porównaniu ze staniem – a przy pochyleniu do przodu jeszcze bardziej. Osłabione mięśnie gorzej stabilizują stawy, co w dłuższej perspektywie może prowadzić do zmian zwyrodnieniowych. Ale jest dobra wiadomość: negatywne skutki nawet wielogodzinnego siedzenia niweluje ruch. Należy przerywać siedzenie co 30 minut kilkuminutowym spacerem, a poza pracą zadbać o regularną aktywność fizyczną
– mówi Bartłomiej Malec, fizjoterapeuta i trener MultiSport.
Ruch jako warunek, nie dodatek
Kluczowa zmiana polega na tym, że aktywność fizyczna przestaje być postrzegana jako opcja. Staje się koniecznością kompensującą siedzący tryb życia. Zalecenia World Health Organization są jednoznaczne: 150–300 minut umiarkowanej lub 75–150 minut intensywnej aktywności tygodniowo, uzupełnione treningiem wzmacniającym. Istotne jest jednak coś więcej niż same liczby – regularność.
Eksperyment: co daje systematyczny trening
W badaniu przeprowadzonym przez naukowców z Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu i Akademii Wychowania Fizycznego pracownicy biurowi przez cztery tygodnie realizowali program treningowy trzy razy w tygodniu. W ramach interwencji wdrożono program treningu fizjoterapeutycznego realizowanego trzy razy w tygodniu. Każda sesja treningowa trwała 45 minut. Efekty były wyraźne.
Po czterech tygodniach u pracowników odnotowaliśmy istotne zmniejszenie poziomu odczuwanego dyskomfortu oraz bólu w dolnym odcinku kręgosłupa. Pracownicy deklarowali również poprawę wydajności– byli oni bardziej skoncentrowani oraz wykonywali więcej zadań w porównaniu z okresem sprzed rozpoczęcia programu. Takich efektów nie odnotowaliśmy w grupie kontrolnej, która nie była objęta treningami
– wskazuje prof. Dorota Molek-Winiarska.
Z punktu widzenia rynku fitness to kluczowy wniosek: efekty pojawiają się przy regularnym, zaplanowanym ruchu, a nie spontanicznej aktywności.
Siedzący tryb życia jako punkt wyjścia dla oferty klubów
Dla operatorów klubów fitness siedzący tryb życia klientów nie jest już jedynie tłem, ale realnym punktem wyjścia do projektowania oferty. To oznacza konieczność przesunięcia akcentów:
- z „formy” na funkcjonalność i zdrowie,
- z intensywności na regularność,
- z motywacji na nawyk,
- z jednorazowego treningu na proces.
Klient nie przychodzi dziś wyłącznie „po sylwetkę”. Coraz częściej przychodzi, żeby zniwelować skutki codziennego siedzenia.
Rynek, który dopiero się definiuje
Skala siedzącego trybu życia wśród pracujących Polaków pokazuje, że potencjał rynku nie wynika wyłącznie z zainteresowania sportem, ale z realnej potrzeby zdrowotnej. To zmienia perspektywę. Fitness przestaje być kategorią czasu wolnego. Staje się elementem codziennego funkcjonowania – tak samo podstawowym jak praca przy biurku, która ten ruch ogranicza.
Dla branży oznacza to jedno: największy wzrost nie będzie wynikał z przekonywania ludzi do sportu, ale z odpowiedzi na problem, który już dziś dotyczy większości z nich.
Opracowano na podstawie materiałów prasowych. Fot. Jonathan Kemper/ Unsplash
