Siłownie plenerowe: dostępne dla wszystkich, skuteczne dla nikogo?
Przez ostatnią dekadę siłownie plenerowe rosły w polskich miastach i miasteczkach jak grzyby po deszczu. Stały się niemal obowiązkowym elementem każdej rewitalizacji osiedla, parku czy skweru. Przez lata uchodziły za tani i dostępny sposób na aktywizację mieszkańców. Jednak jak pokazuje historyczny już, ale nadal aktualny raport „Diagnoza społeczna zapotrzebowania na infrastrukturę sportowo-rekreacyjną”, to rozwiązanie, które nie trafia w potrzeby żadnej z grup użytkowników. Może nadszedł czas na zmianę podejścia? A może to nowa przestrzeń do zagospodarowania dla know-how trenerów i instruktorów?
Zbyt dostępne, by być skuteczne?
Według danych z raportu, który w 2016 roku na zlecenie Ministerstwa Sportu i Turystyki przygotowała firma GFK, siłownie plenerowe znajdują się w najbliższej okolicy aż 38% respondentów. To więcej niż hale sportowe, sale fitness czy nawet boiska Orlik. Ich obecność jest niemal powszechna, szczególnie w miastach średniej wielkości i na peryferyjnych osiedlach.
Jednak ich realna użyteczność pozostaje wątpliwa. Choć 8% badanych deklaruje, że korzysta z nich często lub bardzo często, to już w opiniach użytkowników – zarówno aktywnych, jak i nieaktywnych – wyraźnie wybrzmiewa dystans i rozczarowanie. Średnia ocen zadowolenia z siłowni plenerowych to zaledwie 3,9 na 5, a w grupie osób regularnie trenujących – jeszcze niższa.
Problem nie w dostępie, ale w designie i funkcji
Raport jednoznacznie wskazuje, że siłownie plenerowe nie są postrzegane jako miejsca treningu przez osoby aktywne fizycznie. Urządzenia są zbyt proste, zbyt lekkie, mało funkcjonalne. Brakuje im stopniowanego oporu, ergonomii i możliwości progresji treningowej.
Z drugiej strony, osoby starsze lub mniej sprawne również nie czują się adresatem tej przestrzeni. Brakuje im czytelnych instrukcji, wsparcia instruktora czy choćby ławek do odpoczynku. W efekcie egalitarne podejście do projektowania sprawia, że nikt nie czuje się „u siebie”.
Plenerowe nie znaczy byle jakie
Zamiast zwiększać liczbę siłowni plenerowych, należy przemyśleć ich koncepcję. Projektowanie obiektów z myślą o wszystkich, bez zróżnicowania grup docelowych, skutkuje tym, że żadna z tych grup nie czuje się faktycznym adresatem infrastruktury.
Co to oznacza w praktyce?
- Dla seniorów: urządzenia mobilizujące i równoważne, z dużą czcionką i grafiką instruktażową.
- Dla młodych dorosłych i aktywnych: street workout, kalistenika, przyrządy z oporem i możliwością progresji.
- Dla rodzin: integracja placu zabaw z elementami aktywności dla rodziców.
- Dla osiedli i parków: infrastruktura towarzysząca – cień, ławki, oświetlenie, dostępność przez cały rok.
Nie każda forma ruchu równa się aktywności fizycznej. Jeśli mówimy o inwestycjach publicznych w infrastrukturę prozdrowotną, to kryterium skuteczności powinno być nadrzędne. A skuteczność – jak pokazuje raport – jest niska.
Trener zamiast tablicy. Szansa dla branży fitness
Siłownia plenerowa nie działa bez kontekstu społecznego i edukacyjnego. Metalowe urządzenia nie zmotywują nikogo same z siebie. Ale żywy człowiek – instruktor, trener, edukator – już tak.
To otwiera przestrzeń dla branży fitness. Trenerzy personalni i instruktorzy klubowi mogą wziąć udział w aktywizacji społeczności lokalnych nie tylko wewnątrz klubów, ale również poza nimi – na skwerach, w parkach, na osiedlach.
Regularne treningi plenerowe prowadzone przez wykwalifikowanych instruktorów:
- pomagają przełamać bariery wejścia,
- uczą techniki i pokazują sens ćwiczeń,
- budują poczucie bezpieczeństwa i przynależności,
- dają realny impuls do zmiany stylu życia.
To może być nowa rola ekspertów z branży fitness w ekosystemie zdrowia publicznego: wyjść poza swoje mury i pokazać, że są gotowe współtworzyć zdrowe społeczności. Także na świeżym powietrzu. To także doskonała forma promocji dla obiektów komercyjnych, które zdają się być niedostrzegane przez system.
Opracowano na podstawie raportu „Diagnoza społeczna zapotrzebowania na infrastrukturę sportowo-rekreacyjną”. Fot. Jubbar J./ Unsplash
