Johnson Health Tech. – Partner pierwszego wyboru

Rok 2025 był dla firmy Johnson Health Tech. rokiem szczególnym. Minęło bowiem 50 lat od momentu powstania firmy. Polski oddział JHT działa od 2013 roku. O tym, jakie były początki firmy w Polsce, co zmieniło się z perspektywy tych 13 lat w polskiej branży fitness i dlaczego klienci powinni stawiać na markę Matrix rozmawiamy z Michałem Marszałkiem, Prezesem Zarządu Johnson Health Tech. Poland Sp. z o.o.

Patty Parrot, Vice President of Global Marketing Johnson Health Tech, mówi w wywiadzie z okazji 50-lecia firmy, że JHT wyróżniają na rynku przede wszystkim pracownicy i zespoły, które charakteryzują się długim stażem pracy, doświadczeniem i lojalnością w stosunku do firmy. Uważa to za wyjątkowe w branży. W Polsce też mamy silny zespół, który jest ze sobą od minimum 10 lat. Historia Johnsona w Polsce rozpoczęła się 13 lat temu. Jakie były początki? Jak zareagował polski rynek na pojawienie się JHT?

Michał Marszałek, Prezes Zarządu Johnson Health Tech. Poland sp. z o.o.


Michał Marszałek: – Początek był dynamiczny i od razu rzuciliśmy wyzwanie sytuacji, którą zastaliśmy. Marka Matrix weszła na polski rynek z przytupem stając się kluczowym partnerem dla sieci Pure Jatomi. Mówimy tu o skali około 30 lokalizacji w krótkim czasie. To był dla rynku jasny sygnał, że Matrix to marka godna zaufania, gotowa na obsługę segmentu premium. Warto zauważyć, że Pure Jatomi postawiło na nasz sprzęt nie tylko w Polsce, ale także i poza granicami.

Czy musieliście edukować polski rynek, czy klienci wiedzieli, czym jest Matrix?

– Trochę o marce wiedzieli, bo Matrix był wcześniej sprzedawany przez dystrybutora. Do momentu naszego startu było już kilka realizacji na polskim rynku. Natomiast wiadomo, że była to generalnie nowość, bo Matrix jako marka narodził się w 2001 roku i trzeba było zbudować jej świadomość wśród klientów. Ale poszło nam to dosyć sprawnie. Pokazaliśmy naszymi pierwszymi realizacjami – m.in. CityFit w Rzeszowie – że warto z nami współpracować. To była dobra referencja. Za tym poszły też kolejne realizacje z CityFit.

Ważnym krokiem było natychmiastowe otwarcie biura. Zadbaliśmy o fundamenty, takie jak logistyka, magazyn części zamiennych oraz zaplecze serwisowe. Dzięki temu polski rynek fitness zyskał nie tylko dostawcę, ale i realną alternatywę dla marek dominujących w tamtym czasie. Inwestorzy otrzymali wybór, na który czekali. Gdy rozpoczynaliśmy działalność, u dystrybutorów konkurencji dochodziło do sporych przetasowań, co nam sprzyjało. Handlowcy, którzy wcześniej wychwalali dany sprzęt, nagle zmieniali narrację i oferowali inne marki, krytykując poprzednie. To rynkowe zamieszanie niewątpliwie ułatwiło nam start. Wiem też, że było trochę problemów z obsługą gwarancyjną po tych zmianach, które na rynku nastąpiły w tamtym czasie. U nas takiego problemu nigdy nie było i nie będzie, bo klient rozmawia bezpośrednio z biurem producenta i zawsze w przypadku tematów serwisowych zgłosi się do nas, do tej samej firmy, w której kupował sprzęt.

Na polskim rynku obecne są wszystkie topowe marki sprzętu do treningu. Klienci mają więc w czym wybierać. Powiedz, proszę, co sprawia, że firma JHT, i jej oferta, jest wyjątkowa w branży? Dlaczego warto postawić właśnie na was?

– Głównie dlatego, że jesteśmy bezpośrednio biurem producenta, o czym już wspomniałem, czyli mamy bezpośredni dostęp i do technologii i do wiedzy na temat sprzętu. Również dzięki temu mamy dostęp nie tylko do sprzętu w naszym magazynie, ale i do magazynu centralnego w Holandii, jak i w innych oddziałach w Europie. Jesteśmy w stanie bardzo szybko zrealizować dostawę. Mieliśmy już kilka takich przypadków, że klient zamówił już sprzęt u innego producenta i tam były problemy z dostawą. Zgłaszał się wtedy do nas mówiąc, że w ciągu tygodnia potrzebuje instalacji i my to robiliśmy. To nam pozwoliło zbudować odpowiednią opinię na rynku.

Poza tym, dzięki temu, że przez ostatnie kilkanaście lat zaufali nam najwięksi gracze na polskim rynku, zarówno sieci franczyzowe, jak i operatorzy kart sportowych, również właściciele hoteli, zaufanie do nas rosło. Dla nas, ale przede wszystkim dla naszych klientów, bardzo ważne jest to, że my bierzemy pełną odpowiedzialność za sprzęt, który dostarczamy i za obsługę posprzedażową. Tym wygrywamy.

Dodatkowo za współpracą z nami przemawia czynnik ludzki. Nasza załoga liczy 16 osób, z czego 9 pracuje w firmie ponad 10 lat. Mamy więc bardzo stabilny zespół. Co roku zatrudniamy dodatkowo jedną lub dwie osoby i w tym roku również sięgniemy po wsparcie sprzedażowe. W związku z tym, że dużo naszego sprzętu jest na rynku, inwestujemy w dział obsługi klienta posprzedażowego, jak i przedsprzedażowego. Chodzi o osoby, które pomogą przy załatwieniu finansowania, przy przygotowaniu ofert, przy doradztwie w wyborze sprzętu i nawet też przy negocjacjach przy wynajmie lokalu.

Czym wyróżnia się na rynku wasz sprzęt?

– Na pewno innowacyjnością. Co roku wprowadzamy nowe produkty, które zawsze różnią się od oferty konkurencji. W tej chwili np. jesteśmy na etapie intensywnego rozwoju maszyn półwolnych i każda z tych maszyn ma coś wyjątkowego, co odróżnia ją od sprzętu konkurencji.

Johnson Health Tech to nie tylko marka Matrix. Co klienci znajdą w waszym porfolio i czym różnią się poszczególne marki między sobą? Jak rozwija się sprzedaż tych pozostałych marek na  świecie i w Polsce?

Johnson Health Tech. to ekosystem. Mamy w portfolio wiele marek. Możemy zadowolić każdego klienta. Matrix to nasza marka flagowa, sprzęt komercyjny, który można znaleźć w najlepszych klubach fitness i hotelach. Matrix to synonim wytrzymałości i technologii. Mamy też drugą markę sprzętu komercyjnego. Mowa o Vision. Jest to marka stworzona dla klientów szukających dobrej jakości w korzystnej cenie. To oferta dla tych, którzy myślą o wyposażeniu obiektu w sprzęt mniej znanych marek lub w sprzęt używany, wtedy my jesteśmy w stanie zaproponować alternatywę. Zapewniany ten sam poziom obsługi, wysoką jakość, a przede wszystkim pomoc w sfinansowaniu zakupu tego sprzętu.

Oprócz dwóch marek sprzętu komercyjnego mamy też sprzęt do treningu domowego. Są to urządzenia marki Matrix oraz marki Horizon i nowe marki w naszym portfolio – BowFlex oraz Schwinn. Marki te zostały przejęte przez JHT. Mamy również markę Synca Wellness, czyli fotele i urządzenia do masażu. To są urządzenia, które czerpią z technologii Matrixa, ale są zaprojektowane pod kątem domowego komfortu i estetyki.

W Polsce widzimy wyraźny trend, że klienci, którzy poznają jakość Matrix’a na siłowni, często przychodzą do nas lub dzwonią, bo szukają równie niezawodnego sprzętu do swoich domów. My możemy zaoferować im nasze inne marki, a sprzedaż marek domowych odnotowuje fantastyczne wzrosty z roku na rok.

Dla Johnson Health Tech rok 2025 to rok szczególny. Firma jest na rynku już 50 lat. To kawał czasu. Przede wszystkim z technologicznego punktu widzenia…

50 lat w technologii to jest cała epoka. Firma zaczynała od produkcji talerzy, czyli obciążeń dla firmy ze Stanów. To było pierwsze zamówienie. Później produkowała sprzęt pod innymi markami i dopiero kolejnym etapem było wprowadzenie na rynek produktów pod swoją marką. Na pewno ważnym wydarzeniem było rozpoczęcie sprzedaży sprzętu komercyjnego. To był rok 2001. Wtedy firma rozpoczęła bardzo szybki rozwój. Dzięki inwestycji w sprzęt komercyjny stała się bardzo rozpoznawalna na całym świecie. Na samym początku były to oczywiście proste urządzenia. W tej chwili produkujemy urządzenia z zaawansowaną biomechaniką, która jest wspierana sztuczną inteligencją.

Z jakimi wyzwaniami musiała mierzyć się firma w swojej długiej historii? Które momenty były najważniejsze?

– Największym sprawdzianem w naszej historii, przynajmniej w Polsce, była dla nas pandemia czy problemy z zerwanymi łańcuchami dostaw. To był ten moment, kiedy nasi klienci powiedzieli sprawdzam. A my dzięki dostępności sprzętu w Europie byliśmy w stanie dalej dostarczać sprzęt na czas i również pomagać w tematach związanych z finasowaniem sprzętu. Wtedy, jak wiadomo, były problemy i nie było pieniędzy w branży. Trzeba było z firmami leasingowymi wypracować pewien model działania w tym kryzysie. Wspieraliśmy w tym procesie naszych klientów. Myślę, że wszyscy nasi klienci przetrwali ten trudny czas także dzięki naszej pomocy.

Jesteś związany z firmą od samego początku jej wejścia na polski rynek, czyli od 2013 roku. Co przyciągnęło Cię do branży fitness? Jak wyglądała Twoja droga w JHT? Pamiętasz początki? Jakie były największe wyzwania – dla Ciebie osobiście i dla zespołu?

– Również w branży fitness jestem od 2013 roku. Wcześniej pracowałem w branży automotive, a jeszcze wcześniej w słodyczach. W 2013 roku szukałem akurat pracy, bo mój ówczesny pracodawca zamykał działalność w Polsce i przenosił produkcję do Indii, więc można powiedzieć, że miałem miękkie lądowanie, bo zajmowałem się likwidacją poprzedniej firmy i płynnie rozpocząłem pracę w kolejnej. Johnson to była dla mnie zupełna nowość, bo moje zainteresowanie branżą fitness kończyło się do tej pory na posiadaniu bieżni w domu i sporadycznych wizyt na siłowni.

Natomiast rozpocząłem swoją misję od podstaw, czyli budowania wiarygodności w branży. Największym wyzwaniem dla mnie i zespołu było przekonanie rynku, że nowy gracz też może zaoferować jakość i serwis na poziomie najlepszych firm. Dla nas był to czas nauki i walki o kontrakty. Wiadomo, że te pierwsze zamówienia są najtrudniejsze, a później już, dzięki opiniom naszych klientów, było tylko łatwiej. Ale te pierwsze lata były doskonałą bazą tego, co dzieje się teraz i gdzie jesteśmy w tej chwili. Rok do roku osiągamy coraz lepsze wyniki.

Co zmieniło się z perspektywy tych 13 lat w polskiej branży fitness? Jest łatwiej czy wręcz odwrotnie?

– Przede wszystkim widzę, że branża się skonsolidowała. Jest bardzo mało klientów indywidualnych, a jeżeli są, to szukają najtańszego sposobu na otwarcie klubu. Albo wybierają sprzęt używany albo my próbujemy ich przekonać do sprzętu Vision. Boją się dużych graczy, którzy mogą w okolicy otworzyć klub i, co ważne, pozwolić sobie na dokładanie do biznesu przez dłuższy czas.

Na pewno branża dojrzała, sprofesjonalizowała się w dużym tempie. Kiedyś było chyba trochę prościej. Dziś klienci szybko skalują swoje biznesy i wymaga to od nas bycia nie tylko dostawcą, ale też partnerem strategicznym. Z jednej strony rosnący rynek napędza nam sprzedaż, z drugiej strony presja na terminowość, powtarzalność dostaw i błyskawiczny serwis jest ogromna. Klienci oczekują kompleksowych rozwiązań od sprzętu przez  finansowanie aż po instalacje w wielu lokalizacjach jednocześnie. Często w jeszcze niegotowych lokalach. Wymusza to na nas ciągłą operacyjną doskonałość i elastyczność.

Jedną ze składowych sukcesu w naszej branży, oprócz jakości sprzętu, jest obsługa posprzedażowa i serwis. Jak radzicie sobie w tym temacie?


– U nas oczywiście obsługa posprzedażowa jest bardzo ważna. Natomiast bardzo często kończy się wraz z zakończeniem gwarancji. Kiedy kończy się gwarancja klienci szukają tańszych rozwiązań, „złotej rączki”, która naprawi maszynę taniej, części regenerowanych, kupionych we własnym zakresie. Ale w ramach obsługi gwarancyjnej jest to super ważne, żeby szybko reagować na zgłoszenia serwisowe i mieć odpowiedni magazyn części, żeby naprawa mogła się odbyć przy pierwszej wizycie serwisanta.

W ramach obsługi serwisowej współpracujemy od lat z firmą KF Serwis. To firma, która od początku zajmowała się naszymi instalacjami i serwisem w Pure Jatomi. Oczywiście połączone jest to z naszym własnym nadzorem. Takie rozwiązanie pozwala nam realizować naprawy pogwarancyjne sprawnie na terenie całej Polski, co jest kluczowe w budowaniu lojalności naszych klientów. Wszystkim naszym klientom komercyjnym dajemy dostęp do naszego serwisowego CRM-u, gdzie klient może sprawdzić wszystkie zainstalowane w swoim obiekcie urządzenia i tam zgłasza ewentualne problemy. Dzięki temu w jednym miejscu klient ma całą historię serwisową i nie musi do nas dzwonić, jeśli pojawiają się jakiekolwiek problemy. Wszystko jest załatwiane online. Takie zgłoszenia można robić całą dobę, a nie tylko w godzinach pracy serwisu. To też ma znaczenie, bo jeśli klient zgłosi problem wieczorem, to jak tylko rano pojawiają się ludzie z serwisu zgłoszenie zaczyna być realizowane.

Czego klienci oczekują w ramach obsługi posprzedażowej?


– Na pewno oczekują szybkiej reakcji na zgłoszenie, naprawy podczas pierwszej wizyty i ewentualnie też szkolenia z obsługi maszyn i konserwacji urządzeń.

Jednym z istotnych i chyba nie najłatwiejszych kwestii w polskiej branży fitness jest finansowanie, które niestety bywa hamulcowym rozwoju. Czy tu wypracowaliście mechanizmy, które ułatwiają klientom wejście w fitness biznes?

– Wiemy, że bariera wejścia jest w przypadku branży fitness wysoka. Najczęściej nasi klienci mają środki na wykończenie lokalu, ale brakuje na zakup sprzętu. Dlatego współpracujemy z kilkoma wiodącymi firmami leasingowymi, mamy umowy międzynarodowe i lokalne i tworzymy dzięki temu programy finansowania sprzętu marki Matrix i Vision skrojone pod potrzeby klientów, w tym również start-upów. Pomagamy w procedurach, w negocjacjach warunków i często też działamy jako doradca pomagając wybrać odpowiedni model finansowania – leasing lub najem długoterminowy. To wszystko w trosce o to, żeby nie zachwiać płynnością finansową klienta. Nawet w trudnym okresie pandemii aktywnie wspieraliśmy klientów w pozyskiwaniu kapitału lub w renegocjacji warunków, co pozwoliło wielu biznesom przetrwać ten czas i rozwinąć się.

Macie na swoim koncie wiele instalacji i wiele zrealizowanych projektów. Z jakich realizacji jesteś szczególnie dumny?

– Każda instalacja jest dla nas ważna, zarówno te wielkie kontrakty sieciowe, jak i pojedyncze instalacje. Natomiast dla nas najważniejsze jest to, i to jest powód do dumy, że klienci, którzy już raz zrealizowali z nami jakąś inwestycję, wracają do nas przy kolejnej. To potwierdza naszą fachowość i jakość obsługi zarówno przy sprzedaży i instalacji sprzętu, jak i po sprzedaży. Cieszą nas też klienci, którzy opowiadają, że ćwiczyli na naszym sprzęcie w hotelu na wakacjach czy na siłowni, i chcą mieć taki sam sprzęt albo w swoim obiekcie albo chcą mieć sprzęt tego samego producenta w domu.

Wspomnieliśmy wcześniej, w kontekście rozwoju firmy, o technologiach. Od kiedy pamiętam nowe technologie były bardzo ważnym elementem waszego ekosystemu. Connected Solutions wyróżniały Matrixa, dawały i dają wiele możliwości zarówno inwestorowi obiektu, jak i jego użytkownikom. Jak te rozwiązania przyjęły się na polskim rynku? Czy łatwo jest przekonać właścicieli i menedżerów klubów, że to nie tylko sprzęt, ale ten ekosystem, który stworzyliście „robi robotę”?

– Szczerze mówiąc polski rynek podchodzi do nowinek technologicznych z rezerwą. Jest to  związane z tym, czy dany klub jest w stanie generować większe przychody na jednego klubowicza inwestując dużo więcej w sprzęt z wyższej półki, który ma pełne możliwości związane właśnie z łącznością. Widzimy, że powoli się to zmienia. Jest coraz więcej takich klubów, które inwestują w sprzęt premium i myślimy, że w najbliższych latach tu będzie tendencja wzrostowa.

Klienci będą coraz częściej oczekiwać, że sprzęt, na którym trenują, będzie mógł połączyć się z ich aplikacją lub urządzeniem i w ten sposób będą mogli śledzić swoje postępy. My jesteśmy od dawna na to przygotowani i do tego gotowi. Rozpoczynając od podstawowych konsol, które są w stanie też przy wyposażeniu w odpowiednie łącze, przesyłać dane do telefonów czy zegarków. Czekamy teraz tylko na to, aż polski rynek dojrzeje do takich rozwiązań i inwestorzy będą chętni do zakupu takiego sprzętu i promowanie tych rozwiązań wśród swoich klubowiczów.

Ponieważ wspomniałam o connected solutions, może warto opowiedzieć, co to jest dokładnie? Co to rozwiązanie oferuje z jednej strony właścicielom klubów, a z drugiej klientom obiektów?

– Nasze connected solutions to platforma, dzięki której instruktorzy i trenerzy otrzymują nowoczesny, zaawansowany kanał komunikacji ze swoimi podopiecznymi. Jest to też narzędzie do budowania zaangażowania klientów. Dzięki connected solutions ćwiczący mają dostęp do swojej ulubionej muzyki, rozrywki, a także kanałów społecznościowych. Decydując się na connected solutions klient otrzymuje nie tylko połączenie sprzętu, oprogramowania i zaawansowanych technologii. Ta platforma to zintegrowany ekosystem cyfrowy, który usprawnia zarządzanie sprzętem oraz wspiera działalność promocyjną i wizerunkową obiektu.

Nowe technologie stanowią pewne wyzwanie. Trzeba jednak pamiętać, że bardzo wspierają budowanie społeczności w klubie, a przecież o to właśnie nam wszystkim chodzi.

Czy teraz, kiedy świat także treningowy, podbija sztuczna inteligencja, kiedy coraz mocniej akcentuje się diagnostykę i analizę danych w treningu, Johnson Health Tech. także bierze udział w tym „wyścigu zbrojeń” i chce rozwijać się w tym kierunku?

– Oczywiście bierzemy udział w tym wyścigu. Często nadajemy tempo tej rywalizacji. Bardzo dużo inwestujemy w najnowsze rozwiązania. Nasze konsole są coraz bardziej inteligentne. Nie tylko zbierają dane, pomagają w ich interpretacji, ale także oferują specjalistyczne programy, które optymalizują efekty treningowe w krótkim czasie. Sztuczna inteligencja w przypadku naszych urządzeń to nie tylko wirtualny trener. To także predykcyjne utrzymywanie ruchu, czyli ciągłe monitorowanie stanu technicznego urządzeń i analiza danych. Pozwala to na przewidzenie awarii i na zaplanowanie konserwacji. Przyszłość to pełna integracja biomechaniki z analizą danych i Johnson Health Tech.  zdecydowanie idzie w tym kierunku.

Jeśli chodzi o diagnostykę i monitorowanie postępów treningowych, to warto wspomnieć, że rozpoczęliśmy właśnie współpracę z niemiecką firmą SECA. To producent wag i analizatorów składu ciała. Urządzenia te są już dostępne w naszej ofercie.

Mówimy o przyszłości. Nie sposób jednak zapomnieć o tym, co przeżyliśmy w 2020 roku i co zmieniło nie tylko naszą branżę. Jak pandemia wpłynęła na JHT, na jej ofertę, ale także na rynek fitness? Jak wam udało się przetrwać ten czas?

– To był dziwny i trudny czas dla wszystkich. Z dumą mogę powiedzieć, że JHT zdał ten egzamin celująco. Największym sukcesem było to, że utrzymaliśmy wszystkie etaty w firmie. To była decyzja właściciela grupy. Dotrzymaliśmy 100 proc. ciągłości dostaw i realizowaliśmy zaplanowane instalacje. Oczywiście było ich dużo mniej, ale nawet wtedy, kiedy rynek był sparaliżowany strachem nasi klienci wierzyli w branżę fitness i otwierali  kolejne kluby. Paradoksalnie ten wysiłek nam zaprocentował.

Klienci widzieli w nas wsparcie. Zauważyli też ciekawe zmiany w ofercie. W związku z tym wzrosło np. zainteresowanie sprzętem ze strony szkół oraz placówek dla seniorów. Pandemia pokazała, jak ważny jest ruch dla odporności, a my byliśmy gotowi dostarczać narzędzia do walki o zdrowie. I to oczywiście było też bardzo ważne w renegocjacji finansowania sprzętu dla klientów, którzy już wcześniej zakupili urządzenia, a także pomoc w finansowaniu sprzętu dla nowych klientów.

W tym jubileuszowym roku postawiliście w Polsce na istotne inwestycje. Pojawił się nowy showroom i rozbudowaliście zaplecze magazynowe. Czy te ruchy wzmocniły wasze relacje z partnerami biznesowymi?

– Nowy showroom to oczywiście nie tylko miejsce, gdzie wystawiamy sprzęt. Dajemy też klientom przestrzeń na przetestowanie urządzeń, doświadczenia tego, co oferujemy. To bardzo ułatwia decyzje zakupowe. Widzimy, że wielu klientów po wizycie w showroomie decyduje się na zakup sprzętu często nawet z wyższej linii niż wcześniej planowali.
Nasz showroom to także miejsce do tworzenia profesjonalnych treści wideo, materiałów reklamowych. Zarówno jeśli chodzi o sprzęt do użytku komercyjnego, jak i sprzęt do treningu w domu. I takie treści pomagają nam też zwiększać sprzedaż w internecie.

Rozbudowa magazynów z kolei to jest sygnał dla rynku, że mamy towar i że jesteśmy gotowi, że nie muszą czekać, że możemy szybko wyposażyć inwestycję. Ta dostępność w dzisiejszych czasach jest na pewno bardzo mocnym argumentem przemawiającym za współpracą.

Oprócz sprzedaży sprzętu profesjonalnego rozwijacie w Polsce także kanał sprzedaży sprzętu domowego. Jak sobie radzi wasz sklep internetowy johnsonfitness.pl? Czy trening w domu to nadal ważny temat?

– Widzimy cały czas trend wzrostowy. Bardzo szybko rośnie rynek sprzętu komercyjnego, ale sprzętu domowego również. Wygląda na to, że Polacy nie tylko chcą chodzić na siłownie, ale też ćwiczyć w domu. Widzimy, że polskie społeczeństwo coraz bardziej świadomie traktuje aktywność fizyczną jako element zdrowego stylu życia, a nie tylko sezonową modę. Trening w domu przestał być zastępstwem za trening w klubie. Stał się uzupełnieniem. Dostrzegamy rosnącą grupę klientów, którzy inwestują w profesjonalny sprzęt do domu. Widzimy, że klienci wiedzą, czego szukają. Często przychodzą do nas po sprzęt pod ich konkretne potrzeby. My oferujemy sprzęt od wiarygodnego producenta bezpośrednio i gwarantujemy, że nie znikniemy, jeśli klient będzie potrzebował wsparcia gwarancyjnego. Widzimy jednak dużo marek, które sprzedają tanio, ale równie szybko jak się pojawiają na polskim rynku, tak szybko znikają. Klient zostaje później sam z naprawami gwarancyjnymi.

I pytanie na koniec: w jakim kierunku chce teraz, po 50 latach istnienia, iść Johnson Health Tech.?

– Minęło 50 lat i oczywiście nie zwalniamy tempa. Chcemy być niekwestionowanym liderem total fitness i wellness solutions. Kierunek jest dla nas jasny – innowacje, które służą człowiekowi. Będziemy dalej rozwijać ekosystem cyfrowy i integrować sztuczną inteligencję z treningiem. Będziemy też stawiać mocno na zrównoważony rozwój i ekologię w produkcji. W Polsce chcemy utrzymać pozycję partnera pierwszego wyboru. Firmy, która nie tylko sprzedaje przysłowiowe bieżnie, ale też pomaga budować rentowne i nowoczesne biznesy w branży fitness. Liczymy, że kolejne 50 lat będzie równie pasjonujące, jak te, które za nami.

Dziękuję za rozmowę!


Artykuł partnerski. Fot. główne oraz M.Marszałka: Zofia Kowalczyk; pozostałe zdjęcia z archiwum Johnson Health Tech.

 

Podobne wpisy