FIT+: Otwarto 7. klub sieci w Polsce
fit+ nie chce brać udziału w walce o klienta korporacyjnego w miastach. Zagospodarowuje zupełnie inną część rynku, ponieważ otwiera się w małych miejscowościach. Kluby fit+ są w 100 procentach bezobsługowe, co umożliwia pełna automatyzacja. Sieć liczy już 7 klubów (właśnie ruszył fit+ Wasilków koło Białegostoku), a kolejne 6 szykuje się do otwarcia w najbliższych miesiącach. O przepisie na sukces na polskim rynku usług fitness i inwestycji, która opłaca się bardziej niż zakup mieszkań rozmawiamy z Marcinem Dobrowolskim, wiceprezesem East Fitness Company i przedstawicielem marki fit+ w Polsce, na Litwie, Łotwie, w Estonii, Białorusi i Ukrainie.
Czym, z punktu widzenia inwestora, wyróżnia się na rynku usług fitness fit+?
– Wyróżniamy się stosunkowo niewielką inwestycją finansową jak na otwarcie klubu w Polsce. Zwykle jest to inwestycja 1.5 mln z plusem, a otwierając klub z nami inwestor potrzebuje 600 tys. zł. Próg wejścia w fitness biznes jest więc stosunkowo niski. Wyróżniają nas też lokalizacje. Otwieramy się głównie w małych miejscowościach. Zagospodarowujemy zupełnie inną część rynku, a co najważniejsze jesteśmy biznesem pasywnym w dosłownym tego słowa znaczeniu. Czas, jaki trzeba poświęcić na obsługę tej inwestycji, to zaledwie kilka godzin tygodniowo. Wszystko jest zautomatyzowane. Wszystkie procesy odbywają się automatycznie
i nasza ingerencja jest stosunkowo niewielka. Jesteśmy też w 100 procentach bezobsługowi.
Kluby fit+ są samoobsługowe. Czy w czasach, kiedy mówi się o holistycznej opiece nad klientem ten brak obsługi klienta ma rację bytu?
– Absolutnie tak. Bo z drugiej strony żyjemy w postpandemicznych czasach, kiedy ludzie wolą robić rzeczy sami bez zbytniej integracji z otoczeniem i ingerencji z zewnątrz. Jest coraz więcej osób, które unikają kontaktów i nie czują się swobodnie na dużych przestrzeniach, na których przebywa bardzo dużo ludzi, jest tłok,
hałas itd. Nasze kluby dają dużą swobodę i nie zmuszają nikogo do kontaktów. Dzięki aplikacji klient może sprawdzić, ile osób ćwiczy w klubie o określonej godzinie
i pójść do klubu wtedy, kiedy będą tam 2 lub 3 osoby, a nie 30. Często widzimy klientów, którzy przychodzą w słuchawkach na uszach, robią trening przez godzinę lub
półtorej i nie zabiegają o rozmowy z innymi.
Polski rynek ma, jak wiadomo, swoją specyfikę. Definiują go chociażby pośrednicy oferujący karty sportowe i prowadzący własne kluby. Jaką szansę odniesienia sukcesu na rynku ma klub, który nie honoruje kart? Przecież pierwsze pytanie od potencjalnych klientów w wielu obiektach to pytanie: a z jaką kartą można u was ćwiczyć?
– Kiedy otwieraliśmy nasz pierwszy klub w Żninie myśleliśmy, ze to będzie problem. Dziś, kiedy mamy już 7 klubów funkcjonujących i kolejne w budowie, widzimy, że nie stanowi to dużego problemu. Natomiast wielu naszych klientów głośno mówi, że to bardzo dobrze, że nie ma u nas użytkowników kart, bo dzięki temu nie ma u nas tłoku i nie ma przypadkowych osób.
Zapewne w tej sytuacji rynkowej pomaga wam fakt, że otwieracie się w mniejszych miejscowościach.
– Na pewno. Tu nie ma zbyt wielu pracodawców, którzy oferowaliby karty i wielu miejsc, które te karty przyjmują, więc to nie jest nasz problem.
Jakim kapitałem trzeba dysponować, żeby zostać franczyzobiorcą fit+?
– Chcielibyśmy, żeby nasi partnerzy biznesowi mieli swój wkład na poziomie 150-200 tys. zł netto. Resztę możemy pomóc sfinansować. Mamy dobrą ofertę leasingową.
Do tych kosztów dochodzą jeszcze koszty wynajmu lub zakupu lokalu.
– Tak, ale ponieważ nie interesują nas duże miasta, te koszty są też niższe. Poza tym przy dłuższej umowie właściciel lokalu remont potrafi zrobić na swój koszt. To dość częsta praktyka.
Wróćmy więc do tematu lokalizacji. Jakie miejscowości rekomendujecie
franczyzobiorcom?
– Rekomendujemy te poniżej 30 tys. mieszkańców. I na pewno nie chcemy się otwierać tam, gdzie są duże sieciówki.
Prawdę mówiąc trudno być optymistą otwierając klub w małej miejscowości i mając z tyłu głowy statystyki, które pokazują, że klientami obiektów jest 8 procent Polaków. Ilu trzeba mieć klientów, żeby wyjść na swoje prowadząc fit+?
– Bardzo różnie. Jeśli ktoś ma swój lokal, to wyjdzie na swoje już przy 30-35 klientach. Jeśli ktoś wynajmuje lokal za, powiedzmy 6 tys. zł netto, to potrzebuje między 60 a 70 członków do osiągnięcia progu rentowności. Najczęściej taką grupę osób ćwiczących mamy już w dniu otwarcia lub w pierwszym miesiącu działania klubu. To jest ten plus bezobsługowości. Odpadają nam główne koszty, jak np. pracownicy, więc łatwiej osiągnąć rentowność.






Co otrzymuje klient w ramach współpracy z wami?
– Dajemy klientom wsparcie na każdym etapie inwestycji. Zaczyna się w momencie podpisania umowy. Jeśli klient potrzebuje lokalu, pomagamy znaleźć odpowiednie
miejsce. Jeśli chce wynegocjować lepszą cenę, też może na nas liczyć. Podobnie z remontem. Tu również możemy pomóc poszukać firmy remontowej. Oczywiście
pomagamy także zaplanować przestrzeń, ustawić maszyny. Później dostarczamy sprzęt, montujemy go. Właściwie przez cały czas od momentu podpisania umowy do
chwili otwarcia klient jest prowadzony za rękę, a później przez 6 miesięcy wspieramy go też marketingowo. Chcemy, żeby ten klub jak najszybciej wystartował i jak najszybciej zaczął działać na pełnych obrotach, szybciej się zapełnił i zaczął zarabiać. Po tych 6 miesiącach klient decyduje, czy korzysta z naszego marketingu, czy woli robić to już sam albo z kimś z zewnątrz.
Jak w praktyce wygląda zarządzanie klubem samoobsługowym?
– My fizycznie jesteśmy w swoich klubach raz na 2-3 miesiące. Na kamerach widzimy jak kluby funkcjonują, co się dzieje albo raczej co się nie dzieje, bo ludzie przychodzą, ćwiczą i wychodzą. Cała reszta procesów, począwszy od zapisu klienta przez pobieranie od niego opłat lub blokowanie dostępu, jeśli na karcie nie ma środków odbywa się automatycznie. Jedyna rzecz po naszej stronie to odpowiedzi na maile lub wiadomości od klientów. I to jest 95 proc. naszej pracy klubowej.
Osoby trenujące w waszych klubach zostają uzbrojone w aplikację, o której już wcześniej wspominałeś. Do czego ona służy?
– Aplikacja jest sercem całego systemu od strony klienta. Dzięki aplikacji można otworzyć drzwi i wejść do klubu. Można sprawdzić, ile osób ćwiczy w danym
momencie. Pomaga to w lepszej organizacji ruchu na siłowni przez cały czas funkcjonowania klubu, czyli od 6 rano do 23 wieczorem. W aplikacji klient ma również
wirtualnego trenera. Są porady żywieniowe.
Czy w waszych klubach jesteście też otwarci na współpracę z trenerami? Nie każdemu wystarczy wsparcie wirtualnego trenera.
– Tak. Trenerzy są u nas zawsze mile widziani. Mamy dość proste zasady współpracy. Trener może do nas przyjść i pracować ze swoimi klientami. My nie pobieramy żadnych opłat od trenerów. Otrzymują darmowy dostęp, bo przyprowadzają nam kilku klientów, z którymi ćwiczą. Rozliczenia trenerów z klientami nas nie interesują, ale prosimy zawsze, żeby była u nich opcja zrobienia treningu próbnego za darmo z naszymi nowymi klientami, jeśli będą sobie tego życzyli. Korzystają na tym obie strony.
Dziękuję za rozmowę.
KONTAKT:
Marcin Dobrowolski
dobrowolski@eastfitnesscompany.pl
Tel. +48 780 53 63 63
www.fitpluspolska.pl
Artykuł partnerski
